Wzloty i upadki

Kiedy pełna entuzjazmu zakładałam tego bloga wszystko szło jak z płatka. Przestawienie się na dietę wcale nie było takie straszne. Nie cierpiałam patrząc jak inni pałaszują smakołyki. Słodkie niedziele trzymały mnie w ryzach, a po nich bez bólu wracałam do wybranej formy odżywiania. Jednak z tym całym czasie trzy razy zaliczyłam wielkie ciągi jedzeniowe: słodycze, fast foody, niezdrowe przekąski. I jak tu pisać o efektach? Jak chwalić się zgubionymi kilogramami? Zgubione centymetry- że co? Owszem, udało mi sie zejść do 68 kg (2 kg od celu) i co? Jajco. Znowu ciąg. I znowu przyrąbanie....

Komentarze